Google+ Followers

niedziela, 29 listopada 2015

Nowotwór serca. Przypadek nieoperacyjny.

"Tumor cordis. Casus inoperabilis".- z takim rozpoznaniem opuszcza szpital Proszka, jeden z bohaterów "Oddziału chorych na raka" Aleksandra Sołżenicyna. Szczęśliwy, bo jak każdy pacjent, marzył o wyjściu do domu, pełen optymizmu i planów na przyszłość, ponieważ opisanej po łacinie diagnozy zwyczajnie nie rozumie. Nie wie, że w najlepszym wypadku pozostało mu kilka miesięcy życia, gdyż jego guz nie tylko jest nieoperacyjny, ale i nieuleczalny, na co wskazuje przepisane Proszce lekarstwo. Jednak on na medykamentach zna się równie dobrze, co na języku starożytnych Rzymian, czyli wcale. Opuszcza więc szpital energiczny i roześmiany, starając się podnieść na duchu pozostających w nim kolegów. Jeden z pacjentów rozumie zawarty w 4 słowach wyrok, ale nie zdradza tego uradowanemu Proszce. Waha się czy nie powinien, w końcu jednak postanawia milczeć.

Wszyscy znamy doskonale powiedzenie: "Im człowiek mniej wie, tym łatwiej mu żyć." wraz z różnymi jego modyfikacjami na temat lepszego snu czy większej szczęśliwości wynikającej z niewiedzy. Rzeczywiście, często odnoszę wrażenie, że tylko ludzie prości, pozbawieni refleksji nad sensem swojego istnienia, potrafią być w pełni zadowoleni.
Z drugiej jednak strony- każdy powinien mieć prawo do informacji o swoim zdrowiu. A wiemy przecież doskonale jak często zdarza się, że rodzina ukrywa przed umierającym jego faktyczny stan niemal do samego końca. Robi to zazwyczaj w dobrej wierze, ale czy na pewno pozbawienie człowieka wiedzy na temat tego, co się z nim dzieje, to słuszny wybór?
Zastanawiam się czy ja chciałabym mieć świadomość umierania. W pierwszej chwili pomyślałam, że tak, oczywiście, pomogłoby mi to uporządkować różne sprawy doczesne, a może dodałoby odwagi, aby zrobić coś szalonego, o czym zawsze marzyłam?
Ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej tracę początkową pewność.
Czy w tym wypadku wiedza, zamiast dać wolność, nie odebrałaby mi jej?



niedziela, 8 listopada 2015

Wakacyjnie w listopadzie.

Wszystkich zazdrosnych od razu uspokajam- nigdzie nie byłam ani w najbliższym czasie się nie wybieram. Taka dziś przepiękna była pogoda, że aż mi się wakacje przypomniały... a że tradycyjnie już nie mam czasu pisać, to wrzucę parę czesko- austriacko- chorwackich fotek. Enjoy them :-)!
Stetkovice- kolej szybkobieżna










Urokliwe Sedlcany
















Relaksik
                                 


Rovinj

Motovun

na alpejskim szlaku

jeżynki- mniam


Iga nad przepaścią



plac zabaw z niezłym widokiem

moje ulubione!

strudzony wędrowiec



No i to by raczej było na tyle, jeśli chodzi o wakacje w tym roku... marzyły mi się urodziny na Kanarach, ale chyba jednak nie najbliższe. Pozostaje mi rozkoszować się swojskim klimatem i wspomnieniami!