Google+ Followers

środa, 19 kwietnia 2017

O adopcji raz jeszcze


O adopcji pisałam już raz, ponad 2 lata temu, jeśli ktoś chciałby sobie przypomnieć, to nieskromnie polecam :-):
http://notatkimatkifrustratki.blogspot.com/2015/03/adopcja-to-nie-bohaterstwo.html

Jednak jako że temat jest mi bardzo bliski a ostatnio jakoś odbyłam wyjątkowo dużo rozmów z nim związanych, ponownie go podniosę, postaram się krótko i zwięźle.

Za każdym razem niezmiernie mnie cieszy zainteresowanie jakie u różnych bliższych i dalszych mi osób budzi  kwestia adopcji. Będąc zdania, że jest ona wciąż zbyt mało nagłaśniana publicznie, zawsze i wszędzie chętnie wystąpię w roli propagatorki idei, udzielę rad i wskazówek, odpowiem na wszelkie pytania. Doskonale pamiętam jak znajdując się na początku swej drogi adopcyjnej, rozpaczliwie szukałam kontaktu z osobami, mającymi jakiekolwiek doświadczenia w tym względzie. Bardzo pomogła mi wtedy zupełnie obca osoba, koleżanka mojej dalekiej znajomej. Do dziś niezmiernie jestem jej za to wdzięczna.
Dlatego w pewnym sensie uważam, że mam swego rodzaju dług do spłacenia. Dlatego nikogo, kto zwróci się do mnie, nie spławiam. Staram się odpowiedzieć wyczerpująco, nawet jeśli pytania wydają mi się cokolwiek infantylne.

I tu pojawia się miejsce na wielkie ALE.
ALE do szału doprowadzają mnie ludzie, którzy mówią, że "tak bardzo chcieliby adoptować dziecko, tak strasznie zawsze o tym marzyli, dlatego tak niesamowicie mi zazdroszczą, ponieważ oni nie mogą tego zrobić, bo:
- nie mają odwagi,
- nie próbują, bo pewnie i tak zostaliby odrzuceni na etapie kwalifikacji, gdyż... i tu wymieniają tysiąc powodów,
- są zbyt zajęci pracą,
- sami nie wiedzą, co jeszcze"

Ludzie kochani!
Jeśli chcecie coś zrobić, to to zróbcie. Jeśli czegoś pragniecie- to dążcie do tego. Jeśli czujecie, że powinniście- kopcie, gryźcie, drapcie, właźcie przez okno gdy wywalą was drzwiami. Droga do szczęścia rzadko bywa prosta i oczywista, czy warto jednak wybrać brak szczęścia tylko dlatego, że tak jest wygodniej???
Emocje należy przeżywać a nie o nich mówić. O marzenia trzeba walczyć a nie zazdrościć innym, że spełnili swoje.
Zamiast więc jęczeć, marudzić i narzekać- do roboty!!! Świat czeka!!!




czwartek, 23 lutego 2017

Życie po czterdziestce...

... zasadniczo niczym nie różni się od tego przed.
Nie zmieniłam drastycznie swojego sposobu życia w żadnym jego aspekcie. Nadal podobnie się czeszę, ubieram, jem, wciąż za dużo pracuję, na czym cierpią moje kontakty towarzyskie i co dobrze widać po częstotliwości wpisów na tym blogu.
Lubię ten sam rodzaj muzyki, filmów, poczucia humoru.
Jestem jak zawsze pogodna i optymistycznie nastawiona do świata, znajoma powiedziała mi nawet niedawno, że ostatnio jakoś szczególnie wyglądam jak "kobieta spełniona", długo się nad tym później zastanawiałam i doszłam do wniosku, że raczej wyglądam jak ktoś, kto powinien schudnąć, ale być może inni dostrzegają we mnie coś, czego sama nie widzę.
Mam szczęśliwą rodzinę, przyjemny dom, dwie niezłe prace, pojutrze kończę kolejne studia podyplomowe, uczę się hiszpańskiego marząc, że kiedyś zamieszkam na Kanarach, no wszystko niby świetnie, coraz częściej jednak zastanawiam się czy aby na pewno znajduję się we właściwym miejscu...
Czy nie powinnam przypadkiem być właścicielką jakiegoś przytulnego hoteliku na Jamajce albo innym Barbadosie i zamiast swoimi codziennymi ruchami tworzyć figurę o wierzchołkach dom- praca 1- szkoła- przedszkole- praca 2- studia- szkoła językowa, przemieszczać się raczej wzdłuż linii prostej, wyznaczonej przez brzeg oceanu, od czasu do czasu oddalając się od niej w stronę plażowego baru w celu otrzymania drinka z parasolką?
A może jedynym właściwym sposobem na życie jest robienie czegoś wartościowego dla innych? Dlaczego zatem nie jestem lekarzem, walczącym o zdrowie dzieci chorych na białaczkę, ekologiem ratującym zagrożone wyginięciem misie panda czy chociaż piosenkarką, charytatywnie występującą w domach opieki społecznej?
Mój poważny wiek coraz częściej skłania mnie do refleksji nad tym, kim nie jestem i raczej się już nie stanę, bynajmniej nie w obecnym wcieleniu.
Może i wyglądam na kobietę spełnioną, ale czy naprawdę nią jestem?