Google+ Followers

czwartek, 23 lutego 2017

Życie po czterdziestce...

... zasadniczo niczym nie różni się od tego przed.
Nie zmieniłam drastycznie swojego sposobu życia w żadnym jego aspekcie. Nadal podobnie się czeszę, ubieram, jem, wciąż za dużo pracuję, na czym cierpią moje kontakty towarzyskie i co dobrze widać po częstotliwości wpisów na tym blogu.
Lubię ten sam rodzaj muzyki, filmów, poczucia humoru.
Jestem jak zawsze pogodna i optymistycznie nastawiona do świata, znajoma powiedziała mi nawet niedawno, że ostatnio jakoś szczególnie wyglądam jak "kobieta spełniona", długo się nad tym później zastanawiałam i doszłam do wniosku, że raczej wyglądam jak ktoś, kto powinien schudnąć, ale być może inni dostrzegają we mnie coś, czego sama nie widzę.
Mam szczęśliwą rodzinę, przyjemny dom, dwie niezłe prace, pojutrze kończę kolejne studia podyplomowe, uczę się hiszpańskiego marząc, że kiedyś zamieszkam na Kanarach, no wszystko niby świetnie, coraz częściej jednak zastanawiam się czy aby na pewno znajduję się we właściwym miejscu...
Czy nie powinnam przypadkiem być właścicielką jakiegoś przytulnego hoteliku na Jamajce albo innym Barbadosie i zamiast swoimi codziennymi ruchami tworzyć figurę o wierzchołkach dom- praca 1- szkoła- przedszkole- praca 2- studia- szkoła językowa, przemieszczać się raczej wzdłuż linii prostej, wyznaczonej przez brzeg oceanu, od czasu do czasu oddalając się od niej w stronę plażowego baru w celu otrzymania drinka z parasolką?
A może jedynym właściwym sposobem na życie jest robienie czegoś wartościowego dla innych? Dlaczego zatem nie jestem lekarzem, walczącym o zdrowie dzieci chorych na białaczkę, ekologiem ratującym zagrożone wyginięciem misie panda czy chociaż piosenkarką, charytatywnie występującą w domach opieki społecznej?
Mój poważny wiek coraz częściej skłania mnie do refleksji nad tym, kim nie jestem i raczej się już nie stanę, bynajmniej nie w obecnym wcieleniu.
Może i wyglądam na kobietę spełnioną, ale czy naprawdę nią jestem?