sobota, 31 stycznia 2015

Czyń dobro- mimo wszystko

Niewielu znam ludzi, którzy sprawiają, że czuję się dumna z faktu, iż jestem Polką. Większość z nich nie żyje i może dlatego opluwanie ich rzadko zaprząta uwagę, jakże licznych w naszym kraju niestety, oszołomów. Chciałabym wierzyć, że to dlatego, iż "de mortuis nihil nisi bene", bardziej jednak skłaniałabym się ku temu, że "hejtowanie" żywych daje po prostu większą szansę na zyskanie popularności wśród podobnych sobie idiotów, wiadomo wszak z historii, że niejedna miernota zdobyła sławę nie mając nic mądrego do powiedzenia a jedynie negując wypowiedzi innych, i o to przecież głównie chodzi. Ten facet, którego zdjęcie widzicie z prawej, jest jak najbardziej żywym dowodem na to, że i w smutnym kraju nad Wisłą rodzą się wielcy ludzie. Ludzie, którzy robią rzeczy wielkie, mimo wszystko. Człowiek, którego nie trzeba przedstawiać. Jurek Owsiak. Dla mnie niekwestionowany autorytet.
...
MIMO WSZYSTKO
Ludzie są nieracjonalni, nielogiczni i egocentryczni
MIMO TO - KOCHAJ ICH
Jeśli czynisz dobro, oskarżą cię o egoizm i ukryte motywy
MIMO TO - CZYŃ DOBRO
Jeśli odnosisz sukcesy, zyskujesz fałszywych przyjaciół i prawdziwych wrogów
MIMO TO - ODNOŚ SUKCESY
Dobro, które czynisz, natychmiast będzie zapomniane
MIMO TO - CZYŃ DOBRO
Uczciwość i szczerość czyni cię bardziej wrażliwym na ciosy
MIMO TO - BĄDŹ UCZCIWY I SZCZERY
Co budujesz latami - może runąć w jednej chwili
MIMO TO - BUDUJ
Najbardziej potrzebujący pomocy pobiją cię, gdy im pomożesz
MIMO TO - POMAGAJ IM
Dając światu z siebie wszystko, co najlepsze w nagrodę dostaniesz kopniaka
MIMO TO - DAWAJ IM Z SIEBIE WSZYSTKO, CO NAJLEPSZE

MIMO WSZYSTKO
— "Mimo wszystko", napis na ścianie domu dziecka Shishu Bhavan w Kalkucie założonego przez Matkę Teresę w 1954 r.


wtorek, 27 stycznia 2015

Na kłopoty squash!

Zajrzałam właśnie do swojego pierwszego posta (nawiasem mówiąc- czy to w ogóle jest po polsku?), może lepiej- przeczytałam właśnie swój pierwszy post :-)) i zmartwiło mnie nieco, że mimo początkowych zamiarów, nic do tej pory nie napisałam o moich sportowych odskoczniach, dzięki którym, w co głęboko wierzę, mój urlop macierzyński przebiega dotychczas z dala od gabinetów psychiatrycznych. Nie od dziś wszak wiadomo, że ruch przyczynia się do zwalczania stanów depresyjnych, o które w codziennym stłamszeniu prozą życia nietrudno.
Tak więc postem dzisiejszym chciałabym po prostu zachęcić do uprawiania sportu!!!
Ja gram w squasha, chodzę na aerobik i kilka razy w tygodniu na basen (w tym raz z młodszą córką, co bardziej przypomina siłownię niż pływanie, ponieważ zajęcia polegają głównie na przemieszczaniu bobasa w wodzie dzięki sile mięśni rodzica).
Dziś właśnie czeka mnie wieczorny mecz w squasha. Już nie mogę się doczekać tego zalewu zbawiennych dla organizmu endorfin :-).
Jeśli nigdy nie graliście w tę grę- to naprawdę namawiam. Spróbujcie a nie pożałujecie! Poniżej link do kilku prostych zasad.

http://www.squash3miasto.pl/Zasady-gry/zasady-gry-squash.html

Niektórzy pamiętają pewnie hasło: "Na kłopoty- Bednarski!". Według mnie, squash jest lepszy.

czwartek, 8 stycznia 2015

Strusie jajo

 
Rzadko chodzę do kina na polskie filmy, ponieważ w przeważającej mierze są to komedie w stylu "Pokaż kotku, co masz w środku" a za bardzo szanuję swój mocno limitowany wolny czas oraz pieniądze płacone niani za opiekę nad dziećmi w chwilach gdy ja oddaję się urokom X Muzy, aby jedno lub drugie marnować.
Dla "Bogów" Łukasza Palkowskiego postanowiłam jednak zaryzykować, głównie dlatego, że "Skazany na bluesa" z Tomaszem Kotem w roli Ryśka Riedla to według mnie jeden z najlepszych polskich filmów ever. Wydedukowałam sobie, że skoro Kot już raz sprawdził się w obrazie biograficznym, to i ponownie mnie nie zawiedzie.
Jestem miłośniczką sztuki emocjonalnej. Dzieło musi mnie poruszyć, sprawić, że po jego przeczytaniu/wysłuchaniu/obejrzeniu etc. nie będę w stanie przez długi czas myśleć o niczym innym, że będę powracać do najwartościowszych, moim zdaniem, jego fragmentów, wiele razy, sama i z kimkolwiek, kto zechce słuchać, że zapragnę dowiedzieć się jeszcze więcej o tym, czego poprzez daną sztukę doświadczyłam.
Po obejrzeniu "Bogów" żałuję, że nie jestem kardiochirurgiem. Wybitnym, jak profesor Religa, rzecz jasna.
Film nie tylko wwiercił się w moją świadomość ponad 2 miesiące temu i nie chce z niej zniknąć, nakłonił mnie do przeczytania wielu wywiadów i informacji o jego bohaterze, m.in. książki Jana Osieckiego "Religa. Człowiek z sercem w dłoni". W jakiś magiczny sposób wpłynął nawet na Świętego Mikołaja, który to podrzucił mi pod choinkę płytę z muzyką Bartosza Chajdeckiego, do filmu "Bogowie" oczywiście. Film, płytę, książkę- w kolejności dowolnej polecam!!!

Pablo Picasso powiedział kiedyś: "Nie sztuka znieść jajko, sztuka je wygdakać". Idąc do kina na mocno reklamowany film "Bogowie" byłam pełna obaw, że przyjdzie mi zmierzyć się z jakimś przepiórczym niedorostkiem. Pozostaje mi tymczasem piać z zachwytu, co niniejszym czynię. Jajko okazało się godne strusia.



środa, 17 grudnia 2014

O komunikacji bynajmniej nie tramwajowej...

... ani też autobusowej, kolejowej, samolotowej czy jakiejkolwiek innej związanej z przemieszczaniem się.
O komunikacji międzyludzkiej będzie.
Kilka dni temu miałam urodziny. Dzień ten, jak wiadomo, często nastraja refleksyjnie, i stąd może moje przemyślenia na powyższy temat.
W tym roku świętowałam w wyjątkowych okolicznościach przyrody, w dodatku wśród osób mi najbliższych, co sprawiło, że były to urodziny naprawdę fantastyczne. Skąd więc ta łyżka dziegciu w beczce miodu? (nota bene: miodu nie znoszę, co do dziegciu nie mam zdania, aczkolwiek opis z wikipedii do konsumpcji nie zachęca...
Dziegieć – lepka, ciemnobrązowa ciecz, powstająca w wyniku rozkładowej suchej destylacji kory brzozowej, rzadziej bukowej).
Ad rem- z okazji urodzin zasypana zostałam życzeniami od krewnych, przyjaciół, znajomych, nawet ku memu zdumieniu takich, z którymi kontaktu nie miałam przez lata (czyżby z uwagi na mój sędziwy wiek obawiali się, że to ostatnia szansa na gratulacje za życia?). Na około 70 życzeń ponad 50 złożył mi wszechmogący fejs-bóg, reszta nadeszła drogą mailową lub smsową. Jedynymi, którzy zadzwonili, byli moi rodzice, pewnie tylko dlatego, że mimo wielokrotnie pobieranych lekcji pisania krótkich wiadomości tekstowych, umiejętności tej nie opanowali do dziś, o surfowaniu po necie nawet nie wspomnę.
I tak sobie pomyślałam, że sztuka konwersacji w narodzie zanika. I smutne to bardzo. Kiedyś ludzie przychodzili lub przynajmniej dzwonili do siebie. Raz do roku był pretekst do odświeżenia kontaktu z dawno niewidzianą osobą, do dowiedzenia się, co u niej słychać. Dzisiejsze życzenia nie powodują żadnej interakcji. Sto lat, sto lat, wszystkiego naj, happy birthday, uśmiechnięty emotikonek, enter i gotowe. 5, może 10 sekund. Wysyłamy, zapominamy, mało nas obchodzi reakcja odbiorcy.
Nie piszę tego po to, aby kogokolwiek zaatakować. Sama robię dokładnie tak samo. Budzące się nieraz sumienie, pamiętające czasy, gdy kartki urodzinowe wypisywało się, ozdabiało a często nawet wręczało osobiście, uciszam banalnym wytłumaczeniem o znacznie większym niż kiedyś tempie życia.
To fakt, ciągle dokądś pędzimy, wiecznie brakuje nam czasu. Ciężko równocześnie mieć i być.
Realizacja zbyt wielu obowiązków, poza zmęczeniem, może też dawać satysfakcję i napawać dumą z własnej zaradności, jednak kiedy zatrzymamy się na chwilę w tym obłędzie, to dostrzeżemy jego płytkość i miałkość... o ile zdążymy, zanim czym prędzej pocwałujemy dalej, żeby nadrobić chwile stracone na postój...

wtorek, 16 grudnia 2014

veni, vidi... no i wróciłam, niestety!

Pięknie było. Cudownie, fantastycznie, bosko po prostu!













Ze względu na nasze 2 małe grzdyle odpuściliśmy sobie zwiedzanie, wyspę obejrzeliśmy więc tylko z okien autokaru transferującego nas z i na lotnisko oraz w drodze do parku zoologiczno- botanicznego. Oczywiście codziennie zaliczaliśmy kilometrowe trasy spacerując nad brzegiem oceanu.

Fuerteventura robi wrażenie niezamieszkałej choć gdzieś tam żyje na niej ponad 80 tysięcy homo sapiens (cały czas trwają spory czy więcej jest ludzi, czy kóz). Dominuje krajobraz pustynno- wulkaniczny, niemal księżycowy. Ogromne przestrzenie, działające niezwykle kojąco na skołatany układ nerwowy, no i co najważniejsze- NAPRAWDĘ BYŁO CIEPŁO!!!












wtorek, 2 grudnia 2014

+24 stopnie w grudniu?

Czy to możliwe?
Ponoć tak.
I nie chodzi tu bynajmniej o stopnie w przychodni lub innym uroczym miejscu, na które trzeba się wspiąć, niosąc na rękach 9kg dziecka i ciągnąc za sobą kolejne 27 drugiego.
Chodzi o stopnie Celsjusza, niejakiego XVIII-wiecznego fizyka i astronoma, zodiakalnego Strzelca z Uppsali.
Fuerteventura- tam zamierzam być już w niedzielę.


Po powrocie chętnie opowiem jak to było z tymi stopniami :-)       

środa, 26 listopada 2014

Himalaiści egoiści

Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak - Jacek Hugo-BaderOd kiedy skończyłam czytać tę książkę (a pochłonęłam ją niemal jednym tchem w niedzielę), nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Mój sposób postrzegania środowiska wspinaczy zmienił się całkowicie. Zawsze podziwiałam tych ludzi: ich siłę, hart ducha, odwagę, wolę walki. Zazdrościłam niewyobrażalnego dla mnie poczucia wolności choć przyznaję, że trochę nie rozumiałam jak można dla pasji poświęcać tak wiele, zostawiać partnerów i dzieci na długie tygodnie a często, tak jak bohaterowie tej książki, na zawsze.
Sama uwielbiam góry choć najwyżej wspięłam się na Świnicę (2301 m.n.p.m.), miałam do czynienia z kilkoma niebezpiecznymi sytuacjami (burza na samym szczycie Giewontu, lawina kamieni spadająca na ludzkie głowy w okolicach Orlej Perci), jednak zdaję sobie sprawę, że nijak się to ma do ekstremalnych akcji, z jakimi zmierzyć się muszą zdobywcy ośmiotysięczników. Nie mnie więc oceniać. Każdy ma prawo żyć jak chce, to jasne. W mojej świadomości jednak, obok dotychczasowych skojarzeń himalaiści- zwycięzcy- bohaterowie, na zawsze już chyba zagoszczą rymy himalaiści- indywidualiści- egoiści.